Polecany post

Drogi czytelniku!

Postanowiłem prowadzić ten blog, żeby podzielić się swoim doświadczeniem ze wszystkimi podążającymi Drogą. Obiecałem sobie, że będę pisać w...

czwartek, 14 stycznia 2016

MISTRZ

Wiele mówi się o mistrzach. Jak bardzo są oni ważni, jak dużo wpływają na rozwój uczniów. Przekazują nam nauki Buddy w końcu. Niektórzy mówią, że spotkać prawdziwego mistrza jest wręcz największym skarbem życia. Niektórzy ludzie, którzy posiadają mistrzów, nie pozwalają ich w żaden sposób krytykować, ani podważać ich słów. Jest to dość powszechne: - Kim ty jesteś, żeby podważać NN? Jesteś bardziej oświecony niż on?

Mistrz z założenia jest człowiekiem, który osiągnął oświecenie i teraz sam prowadzi innych ludzi do oświecenia. Z tym, że jeśli jestem na początku drogi, to ocenić mistrza jest rzeczą niemożliwą. A można różnie trafić.

Oto notatka historyczna: Bodhidharma, Pierwszy Patriarcha; buddyjscy nauczyciele wielokrotnie próbowali go zatruć, bo widzieli w nim konkurencję. Linji, 11 Patriarcha; wypowiadał się o mistrzach swojego czasu jako o „lisich duchach”, oszustach; Kiedy 5-y Patriarcha przekazywał 6-mu władzę robił to po kryjomu w nocy, żeby uczniowie konkurencyjnego kandydata go nie zabili. Bankei, XVII-wieczny japoński mistrz, powiadał, że w Japonii nie ma dobrych nauczycieli już od 300 lat, są próbki dialogów z nauczycielami tamtego czasu.  Wielu Patriarchów mieli tysiące uczniów i tylko (albo aż) np. 10 przebudzonych. Czasami jednego. Jest taki sobie Mistrz Kaisen, europejczyk, okazuje się, że on nie ma certyfikatu mistrza z Dalekiego Wschodu żeby nauczać i to wzbudza kontrowersje w umysłach niektórych ludzi. Przypomnę tylko, że wszyscy ci upaństwowieni dalekowschodni „mistrzowie”, główną funkcją których jest poniekąd odprawianie pogrzebów, certyfikaty mają. W Rosji buddyści od Olego Nydala zrobili prościej: stwierdzili, sądzę że słusznie, że rosyjscy lamowie na czele z Chambo-lamą „nie mają żadnego znaczenia duchowego” i na tym skończyli z nimi współpracę.

Ale, oczywiście, są też oświeceni mistrzowie i tacy byli zawsze. Kłopot polega tylko na tym, jak ich rozpoznać.


Żeby ocenić, który mistrz jest oświecony, dobrze jest samemu być przebudzonym. To jak stać na wierzchołku łysej góry, wtedy dobrze widzisz każdą ścieżkę i drogę. Ale trzeba tam jakoś dojść.

Mam na ten temat radę.

Kiedy byłem mały, to pytałem wujka, który samochód jest najlepszy? Zawsze mi odpowiadał: Ten, który jeździ. Zrozumiałem to po latach.

Wielcy Mistrzowie dość często wysyłali swoich uczniów do innych mistrzów, żeby się od nich czegoś nauczyli. Zresztą przechodzenie z miejsca na miejsce i słuchanie różnych nauczycieli, z różnych szkół, a nawet różnych religii, było powszechnie stosowane.
Zapomina się  jeszcze o kilku sprawach: kto był mistrzem Siddharthy Gautamy? A kto był mistrzem Huinenga? Czy Bodhidharma używał koanów, a Ma Tsu ciągle siedział w zazen? To TY jesteś przede wszystkim swoim mistrzem. Więc jeśli dręczy cię kwestia mistrzów, już masz podpowiedź. 

Nie traktuję mechaników jako bogów. Jeśli któryś nie potrafi określić dlaczego coś mi puka w kole i nie wie jak i co, to jadę do innego. Jeśli inny przy tej okazji próbuje mi wmówić, że to pewnie coś mi się zdało, bo on nic takiego nie widzi, to więcej do niego nie wracam. 


Jak rozpoznać dobrego mechanika? Twój samochód ma jeździć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz