Wraz z rozwojem osobowości ludzkiej wzrasta również poziom
empatii do innych istot. Jest to zjawisko powszechnie znane w psychologii
rozwojowej. Dziecku trudniej jest się dzielić, dopiero w późniejszym wieku
zaczyna ono rozumieć, że bijąc inne dziecko tamtemu boli tak samo. Między
innymi to dlatego współczucie jest nieodzownym elementem wbudowanego w nas
ewolucyjnie altruizmu. O poziomie rozwoju osobowego świadczy m. in. stopień
współczucia oraz chęć dzielenia się i wspierania innych. Chociaż sam ten
mechanizm jest wrodzony, to jednak stopień w jakim się rozwinie, z pewnością,
zależy od każdego indywidualnie.
Jeśli ktoś prawidłowo medytuje, to zauważy, że jego
wrażliwość znacznie wzrasta. Dotyczy to także empatii, czyli współczucia. O
wiele lepiej zaczynasz nie tylko reagować na proste bodźce zmysłowe, ale też odczuwać
ludzi, ich reakcje, emocje. Coraz gorzej znosisz krwawe sceny przemocy, zaczyna
to po prostu cię ranić. Nie możesz tak po prostu nie zauważyć starego zbłąkanego
psa.
Pamiętam, po obejrzeniu „Katynia” Wajdy długo nie mogłem
dojść do siebie po scenach z egzekucjami w piwnicy. Kiedy obejrzysz filmy z
farm przemysłowej hodowli zwierząt i rzeźni – czujesz jakby to ciebie brutalnie
pobito, poniżano, zabito.
Świadomość, że płacąc w sklepie za kiełbasę, to tak naprawdę
płacisz człowiekowi w zalanym ciepłą krwią chałacie w rzeźni, zaczyna
przytłaczać. Rozumiesz, że żeby kupić skurzaną kurtkę to wpierw trzeba tę skórę
ze zwierzęcia zedrzeć.
Świadoma rezygnacja z płacenia za zabijanie zwierzęcia,
spożywania ciała czujących istot, jest naturalną konsekwencją rozwoju
współczucia. Po uświadomieniu sobie w jakich warunkach żyją istoty czujące,
czujące tak samo jak ty, zanim trafią pod nóż skłania do refleksji i próby
zweryfikowania swoich zachowań konsumenckich.
Obok nas istnieją ogromne fabryki śmierci, w których
zwierzęta są przetrzymywane w skandalicznych warunkach, nigdy w ciągu swojego
życia nie widząc słońca, mieszkając w klatkach tak ciasnych, że nie mają okazji
nawet zrobić kilka kroków. Często są celowo okaleczane, zabijane w sposób
bestialski. Są to miliony istot czujących. Nawet teraz, kiedy czytasz te słowa
– rzeźnie działają.
Dlatego z trudem przychodzi mi świadomość, że synowie Buddy
mogą przyczyniać się do ogromnego cierpienia istot czujących robiąc to
świadomie i dobrowolnie; nie ze względu na przetrwanie, nie ze względu na głód,
czy ratowanie swojego życia. W jaki sposób buddysta może zabijać dla własnej
kulinarnej przyjemności zwierzę i jednocześnie powtarzać „Oby wszystkie istoty
osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia. Oby były wolne od cierpienia i
przyczyny cierpienia...”?
Obecnie poziom rozwoju naszego kraju umożliwia każdemu
naprawdę łatwe odżywianie się i życie w sposób nie krzywdzący zwierzęta.
Zresztą ludzie spożywający mięso czują, że postępują źle.
Kiedy słyszą o wegetarianizmie budzi się w nich niepokój, a nawet agresja.
Swoje postępowanie próbują usprawiedliwiać i tym samym zagłuszyć sumienie.
Są to komentarze zwolenników pewnej popularnej szkoły
buddyzmu pod artykułem z wypowiedziami Czatrala
Rinpocze na temat wegetarianizmu i szacunku do istot czujących. Jest mi niezmiernie
przykro czytać takie słowa wychodzące z pod pióra ludzi, nazywających siebie
buddystami.
Buddyzm Zen natomiast zawsze był wegetariański. Historycznie
nasza szkoła opiera się przede wszystkim na Lankawatara-sutrze. Między innymi w
sutrze Budda poucza:
„…Nie spożywający
mięsa nigdy i nigdzie nie jest winny zabójstwa. W większości przypadków, o
Mahamati, niewinne istoty czujące są zabijane ze względu na zysk i tylko z
rzadka z innej przyczyny. Zazwyczaj ciemni ludzie, biorący udział w zjadaniu
mięsa zwierząt i ptaków, stawiające sidła, sieci i zagrody, bezlitośni ludzie
polujący na ptaki, pasterze i rybacy
zabijają najróżniejsze czujące istoty mieszkające w powietrzu, na lądzie i w
morzu dla zysku. Wśród nich są nawet tacy, co nigdy nie czują współczucia, o
twardych sercach, zabijający i spożywający innych bez najmniejszych oznak
litości.”
„Bodhisatwa, wypełniony współczuciem, żeby ochronić umysły
wszystkich ludzi i powstrzymać ich przed odrzuceniem nauk Tathagat (Budd) – nie
spożywa mięsa”.
„Jednak w przyszłości, jak powiedziano w moich naukach, o Mahamati,
pojawią się ciemni uczniowie uważający się za synów Śiakjamuniego (Buddy) i
noszący mnisze szaty, ale z umysłami zmieszanymi poprzez błędne rozumowanie.
Jako zwolennicy błędnych rozumowań na temat istnienia ciała, będą oni rozważać
o wielu różnicach w dotrzymywaniu ślubów i reguł i żarliwie pożądając mięsa
będą usprawiedliwiać zjadanie mięsa, subtelnie łącząc błędnie rozumowania. …
Również będą oni twierdzić, niby dla żyjących na tym świecie mięso jest
dozwolone do spożywania przez Błogosławionego i niby On sam powiedział, że
potrawa ta jest błoga i jedli ją również Buddy. Jednak, Mahamati, nigdzie w
sutrach mięso nie jest wspominane jako potrawa błoga lub do spożywania dozwolona”.
„Nie pozwalałem, nie pozwalam i nie pozwolę komukolwiek
spożywać mięso”.
Jak wspominałem, współczucie jest konsekwencją rozwoju
osobistego i, w przypadku buddysty, skutkiem przebudzenia. Jeśli ktoś na razie nie
czuje tego aż tak i spożywa mięso – nic straconego. Z czasem, jeśli praktyka
przebiega prawidłowo, współczucie się pogłębia, a odrzucenie pewnych zachowań
przychodzi jakby samo.




