Polecany post

Drogi czytelniku!

Postanowiłem prowadzić ten blog, żeby podzielić się swoim doświadczeniem ze wszystkimi podążającymi Drogą. Obiecałem sobie, że będę pisać w...

niedziela, 17 stycznia 2016

WSPÓŁCZUCIE A KUCHNIA

Wraz z rozwojem osobowości ludzkiej wzrasta również poziom empatii do innych istot. Jest to zjawisko powszechnie znane w psychologii rozwojowej. Dziecku trudniej jest się dzielić, dopiero w późniejszym wieku zaczyna ono rozumieć, że bijąc inne dziecko tamtemu boli tak samo. Między innymi to dlatego współczucie jest nieodzownym elementem wbudowanego w nas ewolucyjnie altruizmu. O poziomie rozwoju osobowego świadczy m. in. stopień współczucia oraz chęć dzielenia się i wspierania innych. Chociaż sam ten mechanizm jest wrodzony, to jednak stopień w jakim się rozwinie, z pewnością, zależy od każdego indywidualnie.

Jeśli ktoś prawidłowo medytuje, to zauważy, że jego wrażliwość znacznie wzrasta. Dotyczy to także empatii, czyli współczucia. O wiele lepiej zaczynasz nie tylko reagować na proste bodźce zmysłowe, ale też odczuwać ludzi, ich reakcje, emocje. Coraz gorzej znosisz krwawe sceny przemocy, zaczyna to po prostu cię ranić. Nie możesz tak po prostu nie zauważyć starego zbłąkanego psa.

Pamiętam, po obejrzeniu „Katynia” Wajdy długo nie mogłem dojść do siebie po scenach z egzekucjami w piwnicy. Kiedy obejrzysz filmy z farm przemysłowej hodowli zwierząt i rzeźni – czujesz jakby to ciebie brutalnie pobito, poniżano, zabito.

Świadomość, że płacąc w sklepie za kiełbasę, to tak naprawdę płacisz człowiekowi w zalanym ciepłą krwią chałacie w rzeźni, zaczyna przytłaczać. Rozumiesz, że żeby kupić skurzaną kurtkę to wpierw trzeba tę skórę ze zwierzęcia zedrzeć.

Świadoma rezygnacja z płacenia za zabijanie zwierzęcia, spożywania ciała czujących istot, jest naturalną konsekwencją rozwoju współczucia. Po uświadomieniu sobie w jakich warunkach żyją istoty czujące, czujące tak samo jak ty, zanim trafią pod nóż skłania do refleksji i próby zweryfikowania swoich zachowań konsumenckich.

Obok nas istnieją ogromne fabryki śmierci, w których zwierzęta są przetrzymywane w skandalicznych warunkach, nigdy w ciągu swojego życia nie widząc słońca, mieszkając w klatkach tak ciasnych, że nie mają okazji nawet zrobić kilka kroków. Często są celowo okaleczane, zabijane w sposób bestialski. Są to miliony istot czujących. Nawet teraz, kiedy czytasz te słowa – rzeźnie działają.

Dlatego z trudem przychodzi mi świadomość, że synowie Buddy mogą przyczyniać się do ogromnego cierpienia istot czujących robiąc to świadomie i dobrowolnie; nie ze względu na przetrwanie, nie ze względu na głód, czy ratowanie swojego życia. W jaki sposób buddysta może zabijać dla własnej kulinarnej przyjemności zwierzę i jednocześnie powtarzać „Oby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia. Oby były wolne od cierpienia i przyczyny cierpienia...”?

Obecnie poziom rozwoju naszego kraju umożliwia każdemu naprawdę łatwe odżywianie się i życie w sposób nie krzywdzący zwierzęta.

Zresztą ludzie spożywający mięso czują, że postępują źle. Kiedy słyszą o wegetarianizmie budzi się w nich niepokój, a nawet agresja. Swoje postępowanie próbują usprawiedliwiać i tym samym zagłuszyć sumienie.



Są to komentarze zwolenników pewnej popularnej szkoły buddyzmu pod artykułem z wypowiedziami Czatrala  Rinpocze na temat wegetarianizmu i szacunku do istot czujących. Jest mi niezmiernie przykro czytać takie słowa wychodzące z pod pióra ludzi, nazywających siebie buddystami.

Buddyzm Zen natomiast zawsze był wegetariański. Historycznie nasza szkoła opiera się przede wszystkim na Lankawatara-sutrze. Między innymi w sutrze Budda poucza:

 „…Nie spożywający mięsa nigdy i nigdzie nie jest winny zabójstwa. W większości przypadków, o Mahamati, niewinne istoty czujące są zabijane ze względu na zysk i tylko z rzadka z innej przyczyny. Zazwyczaj ciemni ludzie, biorący udział w zjadaniu mięsa zwierząt i ptaków, stawiające sidła, sieci i zagrody, bezlitośni ludzie polujący na ptaki,  pasterze i rybacy zabijają najróżniejsze czujące istoty mieszkające w powietrzu, na lądzie i w morzu dla zysku. Wśród nich są nawet tacy, co nigdy nie czują współczucia, o twardych sercach, zabijający i spożywający innych bez najmniejszych oznak litości.”

„Bodhisatwa, wypełniony współczuciem, żeby ochronić umysły wszystkich ludzi i powstrzymać ich przed odrzuceniem nauk Tathagat (Budd) – nie spożywa mięsa”.

„Jednak w przyszłości, jak powiedziano w moich naukach, o Mahamati, pojawią się ciemni uczniowie uważający się za synów Śiakjamuniego (Buddy) i noszący mnisze szaty, ale z umysłami zmieszanymi poprzez błędne rozumowanie. Jako zwolennicy błędnych rozumowań na temat istnienia ciała, będą oni rozważać o wielu różnicach w dotrzymywaniu ślubów i reguł i żarliwie pożądając mięsa będą usprawiedliwiać zjadanie mięsa, subtelnie łącząc błędnie rozumowania. … Również będą oni twierdzić, niby dla żyjących na tym świecie mięso jest dozwolone do spożywania przez Błogosławionego i niby On sam powiedział, że potrawa ta jest błoga i jedli ją również Buddy. Jednak, Mahamati, nigdzie w sutrach mięso nie jest wspominane jako potrawa błoga lub do spożywania dozwolona”.

„Nie pozwalałem, nie pozwalam i nie pozwolę komukolwiek spożywać mięso”.


Jak wspominałem, współczucie jest konsekwencją rozwoju osobistego i, w przypadku buddysty, skutkiem przebudzenia. Jeśli ktoś na razie nie czuje tego aż tak i spożywa mięso – nic straconego. Z czasem, jeśli praktyka przebiega prawidłowo, współczucie się pogłębia, a odrzucenie pewnych zachowań przychodzi jakby samo. 

czwartek, 14 stycznia 2016

MISTRZ

Wiele mówi się o mistrzach. Jak bardzo są oni ważni, jak dużo wpływają na rozwój uczniów. Przekazują nam nauki Buddy w końcu. Niektórzy mówią, że spotkać prawdziwego mistrza jest wręcz największym skarbem życia. Niektórzy ludzie, którzy posiadają mistrzów, nie pozwalają ich w żaden sposób krytykować, ani podważać ich słów. Jest to dość powszechne: - Kim ty jesteś, żeby podważać NN? Jesteś bardziej oświecony niż on?

Mistrz z założenia jest człowiekiem, który osiągnął oświecenie i teraz sam prowadzi innych ludzi do oświecenia. Z tym, że jeśli jestem na początku drogi, to ocenić mistrza jest rzeczą niemożliwą. A można różnie trafić.

Oto notatka historyczna: Bodhidharma, Pierwszy Patriarcha; buddyjscy nauczyciele wielokrotnie próbowali go zatruć, bo widzieli w nim konkurencję. Linji, 11 Patriarcha; wypowiadał się o mistrzach swojego czasu jako o „lisich duchach”, oszustach; Kiedy 5-y Patriarcha przekazywał 6-mu władzę robił to po kryjomu w nocy, żeby uczniowie konkurencyjnego kandydata go nie zabili. Bankei, XVII-wieczny japoński mistrz, powiadał, że w Japonii nie ma dobrych nauczycieli już od 300 lat, są próbki dialogów z nauczycielami tamtego czasu.  Wielu Patriarchów mieli tysiące uczniów i tylko (albo aż) np. 10 przebudzonych. Czasami jednego. Jest taki sobie Mistrz Kaisen, europejczyk, okazuje się, że on nie ma certyfikatu mistrza z Dalekiego Wschodu żeby nauczać i to wzbudza kontrowersje w umysłach niektórych ludzi. Przypomnę tylko, że wszyscy ci upaństwowieni dalekowschodni „mistrzowie”, główną funkcją których jest poniekąd odprawianie pogrzebów, certyfikaty mają. W Rosji buddyści od Olego Nydala zrobili prościej: stwierdzili, sądzę że słusznie, że rosyjscy lamowie na czele z Chambo-lamą „nie mają żadnego znaczenia duchowego” i na tym skończyli z nimi współpracę.

Ale, oczywiście, są też oświeceni mistrzowie i tacy byli zawsze. Kłopot polega tylko na tym, jak ich rozpoznać.


Żeby ocenić, który mistrz jest oświecony, dobrze jest samemu być przebudzonym. To jak stać na wierzchołku łysej góry, wtedy dobrze widzisz każdą ścieżkę i drogę. Ale trzeba tam jakoś dojść.

Mam na ten temat radę.

Kiedy byłem mały, to pytałem wujka, który samochód jest najlepszy? Zawsze mi odpowiadał: Ten, który jeździ. Zrozumiałem to po latach.

Wielcy Mistrzowie dość często wysyłali swoich uczniów do innych mistrzów, żeby się od nich czegoś nauczyli. Zresztą przechodzenie z miejsca na miejsce i słuchanie różnych nauczycieli, z różnych szkół, a nawet różnych religii, było powszechnie stosowane.
Zapomina się  jeszcze o kilku sprawach: kto był mistrzem Siddharthy Gautamy? A kto był mistrzem Huinenga? Czy Bodhidharma używał koanów, a Ma Tsu ciągle siedział w zazen? To TY jesteś przede wszystkim swoim mistrzem. Więc jeśli dręczy cię kwestia mistrzów, już masz podpowiedź. 

Nie traktuję mechaników jako bogów. Jeśli któryś nie potrafi określić dlaczego coś mi puka w kole i nie wie jak i co, to jadę do innego. Jeśli inny przy tej okazji próbuje mi wmówić, że to pewnie coś mi się zdało, bo on nic takiego nie widzi, to więcej do niego nie wracam. 


Jak rozpoznać dobrego mechanika? Twój samochód ma jeździć!

SEN

Przypomniało mi się coś. W 2012 przyśnił mi się sen. Szedłem górską drogą, przy drodze siedział mnich, tybetański. Podszedłem do niego i patrzyłem na niego z góry, był dość młody, uśmiechał się. Powiedział do mnie: - Chcesz panować nad swoimi negatywnymi uczuciami. Ale to nie jest odpowiednia droga. Dopóki jesteś ich panem one również mają ciebie. Musich je puścić. Przestań być ich właścicielem.

Gdzieś za półtora roku przez przypadek zobaczyłem zdjęcie tego mnicha w internecie. Nigdy go wcześniej nie widziałem. Był to 17 Karmapa Ogjen Trinlej Dordże.




środa, 13 stycznia 2016

WIARA

Jak wiemy, Budda Siakjamuni nie odpowiadał na pytania dotyczące  rzeczy nadprzyrodzonych. Zauważymy również, że Patriarchowie także nie skupiali się na tym temacie, a czasami mieli wręcz postawę, jakbyśmy dziś powiedzieli, ateistyczną: palili sutry, robili biblioteki z literaturą religijną koło wychodków, wyrzucali posągi Budd, palili je, budowali klasztory bez sali Dharmy. Przewija się, co prawda, u Patriarchów co jakiś czas temat reinkarnacji, czasami są wspomnienia (raczej w stylu II przykazania) bogów, są wspomnienia o smokach, duchach, raju, piekle. W sutrach znajdziemy mnóstwo cudownych opowieści.  Całe szczęście, że nikt nie każe w to wierzyć ani nikt nie traktuje tego poważnie. Ale to tylko notatka historyczna.

Przejdźmy do sedna. Wiara jest czynnością myślową. Przedmiot wiary – myślą. Można wiele dyskutować i oskarżać się nawzajem nazywając siebie materialistami tudzież idealistami, ale fakt pozostaje faktem: bez myśli nie powstanie wiara. Myśl jest matką wiary. A myśl może powstać wyłącznie w stanie braku kontaktu z rzeczywistością (w stanie niemedytacji).

W umyśle czystym, uważnym, medytującym nie ma miejsca na taką rzecz jak myśl, a tym bardziej wiara.
Przykład: Jeśli medytując wyobrażasz sobie bogów, aniołów, Buddę, energie itd. – nie jest to żadna medytacja, po prostu siedzisz i myślisz, tworzysz wyobrażenia na miarę własnej fantazji. Co więcej, próbujesz robić tak, żeby te fantazje dostarczyły ci przyjemność, a kiedy poczujesz uczucie spokoju lub błogości, ktoś może wręcz ekstazy, bierzesz to za potwierdzenie prawdziwości własnych mrzonek. Też tak robiłem.

Co oznaczają słowa „wierzę w reinkarnację” (na miejsce słowa reinkarnacja można wstawić dowolny przedmiot wiary)? Oznacza to, że w twoim umyśle istnieje myśl, którą ty całkowicie akceptujesz, podtrzymujesz, wzmacniasz, aż pojawiają się w stosunku do niej uczucia. Zaczynasz uzależniać się od tych uczuć, bo dostarczają ci przyjemności, ot choćby w postaci wrażenia, że niby wiesz jak funkcjonuje świat. Potem, spotykając kogoś, kto ma inne zdanie, bo np. ma odmienny zestaw bzdur do wierzenia, i mówi ci, że się mylisz – zaczynasz bronić „swoich przekonań”, czujesz się obrażony, zniesmaczony, agresywny. Bo ktoś próbuje zabrać ci myśl (o rany!), która dostarcza ci tyle przyjemności, ukojenia, pewności.

A oto swojskie realia. Wierzysz sobie w polskiego Pana Boga, chodzisz na msze, aż ogarnia cię nuda. Albo nagle pojawia się myśl, która dostarcza więcej ekscytacji i uczuć. Więc idziesz posłuchać znanego lamę, przychodzisz na spotkanie do ośrodka. Zaczynasz „rozumieć”, że to jest to, czego szukałeś. Różaniec teraz nazywasz malą, modlitwę do Matki Boskiej tantrą, papież też pozostaje, tylko inaczej ma na imię, słuchasz gorliwie słów z Pism Świętych.


Dekoracje zostały zmienione. Nowa myśl, nowa wiara dostarcza ogrom wrażeń, nowe doświadczenia, nowych znajomych. Dlaczego najbardziej gorliwi są neofici? Bo im świeża myśl, nowa wiara  dostarcza najwięcej przyjemności. Nigdy nie wyrzekną swojej wiary. To tak, jakby wyrzec się własnej matki. Myśl jest matką wiary.

Dopóki się nie przebudziłem to też wierzyłem w przeróżne rzeczy.


Zadanie: Zaobserwuj u siebie związek myśli i powstawania uczucia. Usiądź, wywołaj myśl o czymś ważnym. Zauważ, jak zaczyna powstawać uczucie. Spróbuj zrezygnować z przedmiotu twoich myśli i zobacz jakie uczucia powstaną.

GUMOWY BUDDA

Kilka lat temu, kiedy dużo czytałem, medytowałem, rozważałem słowa mistrzów i wydawało mi się, że jestem człowiekiem oświeconym, buddą, zakradła mi się w świadomość najpierw nieśmiała myśl, na którą początkowo nie zwróciłem, bo nie chciałem, uwagi, ale która zaczęła wracać i niepokoić mnie coraz częściej i częściej: CZY JA NIE SYMULUJĘ PRZEBUDZENIA?

No bo jak to działa? Trafiasz w środowisko takich jak sam, co niektórzy są bardziej zaawansowani, tak przynajmniej wyglądają. Tworzysz sobie w świadomości pewien szablon człowieka przebudzonego – jest ten człowiek taki a taki, mówi tak a tak. Następnie zaczynasz dostosowywać się do szablonu. Coraz więcej i więcej rozumiesz, zdobywasz nowe umiejętności i nawyki. Już sam zaczynasz mówić jak Patriarcha. Masz ogromne doświadczenie. Nawet już parę osób zaczyna cię słuchać, kiedy coś mówisz, a nawet chwalić. Zaczynasz mądrze interpretować słowa sutr i Patriarchów. Czytając je, masz wrażenie, że mówią one o tobie. Obserwujesz niesamowity wzrost. Próbujesz potwierdzić sam dla siebie swoje przebudzenie na każdym kroku – oto koledzy z pracy mnie w ogóle nie rozumieją, oto nowy chłopak jest tak zielony, że oczywistością jest, że przed nim jest długa droga, aż on zrozumie to, co my, ja i Patriarchowie, mówimy. W ogóle, czekasz, aż wszyscy zauważą i uznają twoje przebudzenie.


W klinicznej psychologii jest takie pojęcie jak indukcja objawów. Dość ciekawa rzecz. Okazuję się, że jeśli całkowicie zdrowego psychicznie człowieka zamknąć na jakiś czas z chorymi, dajmy na to, z zespołem maniakalno-depresyjnym, to po jakimś czasie człowiek przejmuje od chorych objawy ich choroby. Objawy – nie chorobę. Po skończeniu eksperymentu zachowanie tych ludzi całkowicie wracało z upływem czasu do normy. Całkowicie zdrowi ludzie nieświadomie przejmowali objawy, zachowania chorych.

Nasz umysł trafiając w nowe środowisko zawsze próbuje przystosować się do niego. Jeśli uzna coś za wartość, a nawet wartość najwyższą, będzie dążył do osiągnięcia celu. Czasami za wszelką cenę. Będzie tworzył wizje i ekstazy, jeśli bardzo będziemy chcieli zobaczyć bogów; będzie kierował naszym zachowaniem, żeby dostosować je do swoich ideałów. Będzie utożsamiał się z nim. Będzie próbował stworzyć stan umysłu buddy. Ponieważ wie, że to pożądanie, również stanu buddy, oddala od tego stanu, będzie udawał obojętność. Jednym słowem – będzie tworzył objawy, czasami nawet kliniczne. Linji powiedział kiedyś do swoich nie wiele co rozumiejących mnichów: Jeśli postanie przed wami Budda i Mara pod postacią Buddy to wy nawet nie będziecie w stanie ich odróżnić.

Pewien Rosjanin zrobił u siebie w garażu dokładną kopię Rolls-Royce’a na bazie swojego trzydziestoletniego Mercedesa, używał tylko waty szklanej i farb. Było nie do odróżnienia. Aż nie sprawdził go na drodze milicjant i nie kazał odholować samochód na parking milicyjny. Rzeczywistość w takich przypadkach boli.

No i jeszcze. Wszystko to przynosiło mi wiele cierpienia. Umysł nie mógł pozwolić sobie zgodzić się z myślą o symulacji. Ten rozdźwięk męczy.


Sprawdź siebie. Oto pytanie: Między czym a czym powstaje rozdźwięk powodujący w tym przypadku cierpienie? 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Drogi czytelniku!

Postanowiłem prowadzić ten blog, żeby podzielić się swoim doświadczeniem ze wszystkimi podążającymi Drogą. Obiecałem sobie, że będę pisać wyłącznie własne myśli i opisywał wyłącznie własne doświadczenia, to, co przeżyłem ja, nie wydając czyjeś mądre myśli za swoje, nie pouczając kogoś cudzym doświadczeniem; w myśl zasadzie "Prawdziwy guru mówi wyłącznie z własnego doświadczenia". Proszę nie traktować moich słów zbyt poważnie, ani osądzać srogo, w końcu to tylko słowa. Jeśli będziesz chciał opisać swoje doświadczenie szerzej, albo opisać swoją wizję, chętnie to opublikuję. Jeśli moje doświadczenie w czymś Ci pomoże - będę rad.

Oby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia.
Oby były wolne od cierpienia i przyczyny cierpienia.
Oby nie były oddzielone od prawdziwego szczęścia – wolności od cierpienia.
Oby spoczywały w wielkiej równości, wolnej od przywiązania i niechęci!