Polecany post

Drogi czytelniku!

Postanowiłem prowadzić ten blog, żeby podzielić się swoim doświadczeniem ze wszystkimi podążającymi Drogą. Obiecałem sobie, że będę pisać w...

środa, 13 stycznia 2016

GUMOWY BUDDA

Kilka lat temu, kiedy dużo czytałem, medytowałem, rozważałem słowa mistrzów i wydawało mi się, że jestem człowiekiem oświeconym, buddą, zakradła mi się w świadomość najpierw nieśmiała myśl, na którą początkowo nie zwróciłem, bo nie chciałem, uwagi, ale która zaczęła wracać i niepokoić mnie coraz częściej i częściej: CZY JA NIE SYMULUJĘ PRZEBUDZENIA?

No bo jak to działa? Trafiasz w środowisko takich jak sam, co niektórzy są bardziej zaawansowani, tak przynajmniej wyglądają. Tworzysz sobie w świadomości pewien szablon człowieka przebudzonego – jest ten człowiek taki a taki, mówi tak a tak. Następnie zaczynasz dostosowywać się do szablonu. Coraz więcej i więcej rozumiesz, zdobywasz nowe umiejętności i nawyki. Już sam zaczynasz mówić jak Patriarcha. Masz ogromne doświadczenie. Nawet już parę osób zaczyna cię słuchać, kiedy coś mówisz, a nawet chwalić. Zaczynasz mądrze interpretować słowa sutr i Patriarchów. Czytając je, masz wrażenie, że mówią one o tobie. Obserwujesz niesamowity wzrost. Próbujesz potwierdzić sam dla siebie swoje przebudzenie na każdym kroku – oto koledzy z pracy mnie w ogóle nie rozumieją, oto nowy chłopak jest tak zielony, że oczywistością jest, że przed nim jest długa droga, aż on zrozumie to, co my, ja i Patriarchowie, mówimy. W ogóle, czekasz, aż wszyscy zauważą i uznają twoje przebudzenie.


W klinicznej psychologii jest takie pojęcie jak indukcja objawów. Dość ciekawa rzecz. Okazuję się, że jeśli całkowicie zdrowego psychicznie człowieka zamknąć na jakiś czas z chorymi, dajmy na to, z zespołem maniakalno-depresyjnym, to po jakimś czasie człowiek przejmuje od chorych objawy ich choroby. Objawy – nie chorobę. Po skończeniu eksperymentu zachowanie tych ludzi całkowicie wracało z upływem czasu do normy. Całkowicie zdrowi ludzie nieświadomie przejmowali objawy, zachowania chorych.

Nasz umysł trafiając w nowe środowisko zawsze próbuje przystosować się do niego. Jeśli uzna coś za wartość, a nawet wartość najwyższą, będzie dążył do osiągnięcia celu. Czasami za wszelką cenę. Będzie tworzył wizje i ekstazy, jeśli bardzo będziemy chcieli zobaczyć bogów; będzie kierował naszym zachowaniem, żeby dostosować je do swoich ideałów. Będzie utożsamiał się z nim. Będzie próbował stworzyć stan umysłu buddy. Ponieważ wie, że to pożądanie, również stanu buddy, oddala od tego stanu, będzie udawał obojętność. Jednym słowem – będzie tworzył objawy, czasami nawet kliniczne. Linji powiedział kiedyś do swoich nie wiele co rozumiejących mnichów: Jeśli postanie przed wami Budda i Mara pod postacią Buddy to wy nawet nie będziecie w stanie ich odróżnić.

Pewien Rosjanin zrobił u siebie w garażu dokładną kopię Rolls-Royce’a na bazie swojego trzydziestoletniego Mercedesa, używał tylko waty szklanej i farb. Było nie do odróżnienia. Aż nie sprawdził go na drodze milicjant i nie kazał odholować samochód na parking milicyjny. Rzeczywistość w takich przypadkach boli.

No i jeszcze. Wszystko to przynosiło mi wiele cierpienia. Umysł nie mógł pozwolić sobie zgodzić się z myślą o symulacji. Ten rozdźwięk męczy.


Sprawdź siebie. Oto pytanie: Między czym a czym powstaje rozdźwięk powodujący w tym przypadku cierpienie? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz